Kontynuując
odwrotną do trasy kolejność dodawania wpisów ostatnim Hiszpańskim miastem, w
którym zawitałyśmy była Granada.
Mnóstwo osób uważa to miasto najpiękniejszym w
Andaluzji, według nas tytuły, które możemy mu przyznać to za: najgorzej
zorganizowany transport publiczny, największą ilość osób nieogarniętych i za
najwyższe stężenie marii w powietrzu. Dojazd z dworca pks do domu hosta, który znajdował się w artystycznej dzielnicy Albayzín (kiedyś zamieszkiwanej głównie przez Romów) zajął nam "tylko" 3 godziny, także pierwsze wrażenie miasto zrobiło na nas okropne, nikt, a nikt nie był wstanie udzielić nam jakichkolwiek wskazówek jak dotrzeć do tej wszystkim znanej okolicy, latałyśmy z bagażem, co raz to w inną stronę, bo każdy napotkany Hiszpan twierdził, że w złą stronę się kierujemy i wskazywał przeciwną. Wyczerpane po 23ciej natrafiłyśmy na mieszkających tam zaledwie tydzień Polaków, którzy bez wahania wskazali nam dobrą drogę i przystanek autobusowy...
Gościł nas Javier pracujący na lotnisku strażak. Praktycznie całe dnie był w pracy także niewiele czasu udało nam się spędzić razem, ale szybko znalazłyśmy wspólny język z jego współlokatorami. W niesamowitym domu (z wielkim patio zarośniętym różnymi, ciekawymi roślinami) miałyśmy szansę spędzić trzy dni.
Gitarowa muzyka rozbrzmiewała od rana...
nasz host
kwintesencja Albayzinu
droga do centrum
centrum
w Alhambrze
A na koniec dom z dzielnicy Sacromonte, gdzie znajdują się mieszkalne jaskinie, troszkę inaczej je sobie wyobrażałyśmy, a w rzeczywistości wygląda to tak: fasada jak w normalnym domu, ale cała reszta w skale:
Walczę z resztą zdjęć, jak to tylko będzie możliwe dodam.
Dobrej nocy;)
2 komentarz/y:
wygląda nieziemsko
Piękne zdjęcia! To muszą być niesamowite miejsca!
Prześlij komentarz